„Chcemy zrobić grę, ale nie wiemy jak” – pamiętniki projektanta #2

Pisałem jakiś czas temu o tym, jak poznałem Wojtka i Piotrka. Poprzez wspólnego znajomego wkręcili się do mnie do mieszkania i mieli konkretny plan – zrobić grę.

Powiedzieli oni, że prowadzą agencję reklamową, która zajmuje się różnymi rzeczami, ale chcieliby zająć się wydawaniem gier. Uśmiechnąłem się do siebie i pomyślałem, że mamy kolejnych naiwniaków, którzy nie wiedzą, w co się pakują – opowiedziałem im więc, co wiąże się z takim „wydawaniem gier”. Zazwyczaj ludzie nie mają świadomości, że trzeba zainwestować całe multum swojego czasu i jeszcze więcej pieniędzy, które może się zwrócą, a może nie. Często nie wiedzą, ile będą mieli problemów z ilustratorami, grafikami, testami gry, szlifowaniem instrukcji itd., itd.

Po wstępnej pogadance, chłopaki się nie zniechęcili, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Postanowiliśmy się spotkać i pogadać o tym trochę więcej. Gdy doszło do tego spotkania, pierwszy moje pytanie brzmiało: „Dlaczego w ogóle do mnie przychodzicie? Wiecie, że ja mam bardzo małe doświadczenie jako autor i żadne jako wydawca?”. Odparli, że oni zagłębiają się w te realia, ale potrzebują kogoś, kto lepiej zna ten proces od środka. Dodatkowo, grali w Mercuriusa, gra im się spodobała (jak się okazuje są takie osoby;)) i stwierdzili, że samemu nie są w stanie opracować mechaniki gry.

Nie jestem pewien, czy to było to samo spotkanie, czy już kolejne, ale Piotrek (który jest z wykształcenia i zamiłowania historykiem) przyniósł grafiki i prezentację tematu, który ma pojawić się w grze. Chodziło im o grę, która opowiada o wojnach w środku europy za czasów świetności polskiej husarii (prototypowy tytuł gry to była właśnie „Husaria”). Grali oni w Boże Igrzysko, ale chodziło im o coś z bezpośrednią interakcją, z bitwami i dyplomacją. Po tym spotkaniu umówiliśmy się, że daje sobie parę tygodni i spróbuję opracować jakiś wstępny pomysł na grę. Coś o husarii, coś pomiędzy Ryzykiem a Grą o Tron (oni dali taki wyznacznik dla ciężkości i charakteru gry). Grę z losowością, ale niezbyt dużą, dyplomację, która zaostrzy konflikty, ale nie przedłuży zbytnio rozgrywki.

Parę dni później usiadłem do stołu, wziąłem zeszyt i nie potrafiłem wymyślić zupełnie niczego.

  • Jacek Jakubiak

    Nie wydaje mi się żeby zakreślanie z góry mechaniki poprzez porównanie
    do dwóch tak różnych gier (można powiedzieć, że „Ryzyko” jest już trochę
    z innej epoki) dobrze służyło ciekawym pomysłom. Samo przedstawienie
    tematu oraz grafik też niewiele pomaga, a może nawet zaciemnić sytuację
    dając wrażenie, że się twórca posuwa do przodu. Od jakiegoś czasu
    powracam do jednego pomysłu na grę, nie tak dawno wydawało mi się, że
    wystarczy rozwiązać kilka pomniejszych kwestii i będzie można robić
    wersję testową. Ostatnio jednak zapisałem wszystkie możliwe pytania,
    które przychodzą mi do głowy związane z mechaniką i można powiedzieć, że
    80% roboty jeszcze przede mną. Może niepotrzebnie mówię o własnych
    problemach w tworzeniem gier, w każdym razie warto zastanowić się na ile
    ten temat (tworzenie tego rodzaju mechanik) jest dla Ciebie
    interesujący. Nie uważam oczywiście, że należy porzucić temat, wskazuję
    tylko na fakt, że jest to raczej nietypowa procedura tworzenia gie
    planszowych.

    • WookiePL

      Tak, ta procedura jest nietypowa. Wydaje mi się, że trudno jest ustalić jedną, typową procedurę dla tworzenia gier i każdy autor działa trochę inaczej.

      A powiem tylko tyle, że pomimo, że zaczęło się tak nietypowo, wyszła bardzo dobra gra strategiczna Ale o samej grze trochę więcej w następnym „odcinku”.